OPERA NOVA w Bydgoszczy

Helena Kobusińska

Helena Kobusińska Wspommienie o p. Lenie Kobusińskiej (zm.2014 r.)

http://teatrdlawas.pl/artykuly/381-zostawila-dusze-w-teatrze

Ostatnim przedstawieniem w Operze Nova, jakie obejrzała Helena Kobusińska była „Halka” Moniuszki w reżyserii Natalii Babińskiej – mówi Agnieszka Ryczak, inspicjent Opery Nova. – Powiedziała, że właśnie partią Halki wyśpiewała obronę dyplomu. Myślę, że ta właśnie opera, niczym klamra, spięła jej życie artystyczne.

Helena „Lena” Kobusińska, sopran ( 1929-2014), odeszła we wrześniu 2014 roku. Z Operą Nova w Bydgoszczy związana była w latach 1958 - 2000. Pomimo przejścia na emeryturę, nie zerwała z nią kontaktu. Dorywczo obsadzano ją w wybranych rolach; była suflerem i inspicjentem. Z takim samym zaangażowaniem, z jakim występowała na scenie, wykonywała zadania na innych stanowiskach.

Kiedy pod koniec lat 90-tych w Operze Nova na stanowisku suflera zatrudniono Agnieszkę Ryczak, Lena Kobusińska wprowadzała ją w specyfikę zawodu. – „Była pierwszą osobą, która pokazała mi kulisy. (Opera występowała wówczas gościnnie w Teatrze Polskim). Przedstawiała mnie poszczególnym solistom, którzy właśnie tego wieczoru występowali na scenie. Zapoznawała mnie z moim nowym stanowiskiem pracy, bowiem - jako absolwentka polonistyki - czułam się absolutnie zagubiona w tak magicznym miejscu, jakim jest teatr. Lena bardzo precyzyjnie tłumaczyła zasady bycia na scenie, wyjaśniała wiele zawiłości związanych z przebiegiem prób, spektakli… Mogę powiedzieć, że tak właśnie wyglądał początek naszej znajomości, chciała, najlepiej jak potrafi, przygotować mnie do pracy” – wspomina pani Agnieszka. - Pamiętam też do dziś zdarzenie związane z moją pierwszą próbą do spektaklu „Skrzypek na dachu”, w którym Ryszard Smęda występował w roli Tewjego Mleczarza. Szybko stało się ono operową anegdotą. - Lena na konkretach objaśniała mi zadania suflera w przedstawieniu. Jako osoba niezwykle skrupulatna poleciła mi „podrzucać ” tekst nawet podczas monologu Tewjego i to w dodatku w każdej pauzie, szepcząc mi do ucha „teraz” – opowiada Agnieszka Ryczak. – Chcąc wypaść w oczach Leny jak najlepiej, podpowiadałam zdania coraz głośniej i częściej. Skąd mogłam wiedzieć, że zamiast pomagać soliście najzwyczajniej w świecie jemu się narażam? I nie trzeba było długo czekać na reakcję. W pewnym momencie Rysio Smęda przerwał przebieg próby i krzyknął ze złością : - Lena, przeszkadzasz mi. Nic mi nie podpowiadaj!!! – Wówczas ja - ukryta za drzwiami chaty Tewjego - musiałam wyjść na scenę i przeprosić. Na szczęście Rysio tylko się uśmiechnął. Dopiero w czasie przerwy wrócił do tematu. Wyjaśnił, że jemu sufler jest potrzebny naprawdę rzadko, a już na pewno nie w monologach! Powiedział mi też, że według niego praca suflera to siedem sekund na siedem lat! I dodał, że kiedy będzie oczekiwał pomocy mrugnie do mnie okiem. Tak oto wyglądała moja pierwsza w życiu wpadka „z udziałem” Leny w Operze Nova”.

Warto wiedzieć, że w domu rodzinnym Heleny Kobusińskiej od pokoleń panowała muzyczna atmosfera. Stąd jej zainteresowanie śpiewem było naturalną koleją rzeczy. Muzyczną szkołę średnią ukończyła w Toruniu, a potem została artystką chóru ówczesnego Studia Operowego w Bydgoszczy. Helena swój głos rozwijała u wielkiego pedagoga śpiewu, jakim była prof. Barbara Iglikowska z Akademii Muzycznej w Gdańsku. Dlatego w roku 1964 debiutowała już jako solistka w partii Micaeli w operze „Carmen” Georga Bizeta. Szczyt jej największych scenicznych sukcesów przypadał na lata 60-te i 70-te XX wieku. Do jej najbardziej udanych ról, które urzekały publiczność barwnym sopranem, zaliczyć należy m.in. Jenny w „Operze żebraczej” Brittena, Franzi w „Wiedeńskiej krwi” Straussa. Także partię Małgosi w „Jasiu i Małgosi” Humperdincka, Paminy i Papageny w „Czarodziejskim flecie” Mozarta, czy Hanny, a potem Cześnikowej w „Strasznym dworze Moniuszki.

Barbara Synowicz, artystka chóru (sopran), która w Chórze Opery Nova pracowała przez 32 lata, tak wspomina ten najbardziej aktywny zawodowo okres Heleny Kobusińskiej. – „Była bardzo oddana sztuce operowej. Kochała swój zawód. Do każdej roli przygotowywała się niezwykle sumiennie, czym budziła podziw wśród koleżanek i kolegów. A przy tym bardzo głęboko, aż do granic możliwości, przeżywała każde wejście na scenę. Podczas premiery trema zżerała ją do potęgi – wspomina. – Cechowała ją uczynność; była ciepła i sympatyczna. Zawsze ostrożna, opanowana, spokojna i dokładna”. – I dodaje, że w jej odczuciu jeden z najszczęśliwszych okresów w życiu prywatnym pani Leny związany był z narzeczonym z Niemiec. Przede wszystkim doceniał ją jako artystkę operową. Co więcej, w tym czasie jej wewnętrzne szczęście było również widoczne na scenie”.

Helena Kobusińska wystąpiła też w roli Babki Tzeitel w „Skrzypku na dachu”. Warto przypomnieć, że w sierpniu w roku 1996 wraz z artystami Opery Nova z Bydgoszczy kreowała postać Pani Higgins w musicalu „My Fair Lady” F. Loewego, w reżyserii Andrzeja Marii Marczewskiego podczas Festiwalu Muzyki Wokalnej VIVA IL CANTO w Cieszynie. Warto przypomnieć, że grając postać Pani Higgins, podczas kolejnego przedstawienia musicalu „My Fair Lady” w roku 1998, obchodziła benefis 40-lecia swej pracy artystycznej. Kolejne wspomnienie o Helenie Kobusińskiej związane jest z narodzinami córeczki pani Agnieszki. – „Lena zastępowała mnie w pracy podczas urlopu macierzyńskiego. Odwiedziła mnie zaraz po chrzcinach Julii, przynosząc bukiet białych kwiatów oraz prezent. Nigdy dotąd od nikogo nie otrzymałam takiego prezentu. Był to święty obrazek, na odwrocie którego widniał napis: „Odprawiamy codziennie siedem Mszy Św., aby Julia Weronika Ryczak wzrastała w łasce u Boga i u ludzi”. Byliśmy wszyscy bardzo zaskoczeni i wzruszeni tym podarunkiem, a obrazek znajduje się w rodzinnym albumie” - kontynuuje.

Helena Kobusińska, pomimo upływu lat, podtrzymywała więź z Operą. Nadal sporadycznie występowała, wyjeżdżała z zespołem na artystyczne tournée. A potem ślad po niej zaginął. – „W roku 2012 dowiedziałam się od tancerza Henia Kańciaka, że Lena przebywa w domu spokojnej starości. Bez namysłu pojechałam tam i od tego czasu ją odwiedzałam. Spotkania nie były regularne, ale starałam się raz w ciągu czterech miesięcy być u niej. Podczas pierwszego pobytu Lena wyznała mi swoje marzenie. Chciała chociaż jeszcze raz być w Operze Nova – wspomina pani Agnieszka. - Nie było to dla niej łatwe, bowiem poruszała się na wózku inwalidzkim. Razem z mężem w ciągu kilku dni wszystko zorganizowaliśmy. Lena miała obejrzeć „Rusałkę” Dvorzaka! Ponieważ jako inspicjent jestem podczas każdego przedstawienia w pracy, to mąż przywiózł Lenę do opery i był przy niej cały czas w roli opiekuna. W przerwie przed pracowniczą kantyną zorganizowaliśmy dla Leny krótkie spotkanie z dawnymi kolegami i koleżankami z pracy. Powitał ją dyrektor Maciej Figas, poznała głównych odtwórców ról „Rusałki”. Jak sama przyznała, tego dnia znów „była noszona na rękach”, (mąż z przyczyn technicznych musiał wziąć ją na ręce) – wspomina Agnieszka Ryczak. - Spektakl bardzo ją wzruszył. Program przeczytała od tzw. deski do deski. Podziwiała scenografię oraz kunszt młodych solistek i solistów. Kiedy odwoziliśmy ją do domu stwierdziła, że piękno muzyki kołysać ją będzie do snu, płakała z radości, a my wiedzieliśmy, że zorganizujemy dla niej kolejną wyprawę do opery”.

I tak też się stało. – „Tym razem wybraliśmy „Halkę” Stanisława Moniuszki, wkrótce po jej premierze. Lena była bardzo oczarowana spektaklem. Zachwyciła ją nowoczesna scenografia i oczywiście spotkanie ze znajomymi. W drodze powrotnej nuciła nam fragmenty partii Halki. Wyjaśniła, że śpiewała ją podczas obrony dyplomu! Nie wiedzieliśmy wówczas, że była to jej ostatnia wizyta w Operze Nova… - kontynuuje pani Agnieszka. - I tak, co pewien czas odwiedzałam ją oraz jej przeuroczą koleżankę z pokoju, i zawsze były to piękne, budujące spotkania. Na jednym z nich powiedziałam Lenie, że oczekuję czwartego dziecka. Ponieważ byłam wtedy mamą trzech córek, Lena zapewniła mnie, że będzie się bardzo gorąco modlić, by był to chłopiec. Ostatni raz widziałyśmy się w Dzień Babci i równo na tydzień przed narodzinami Franusia. Obiecałam jej, iż wkrótce na pewno go zobaczy. Niestety, spóźniłam się, Lena nie poznała naszego synka. Odeszła…”

Pani Agnieszka zapamiętała wiele zdarzeń, rozmów z Heleną Kobusińską. Zapisała się w jej pamięci jako osoba bardzo wierząca. - „W ostatnich latach życia dużo się modliła. Z cierpliwością i pokorą znosiła unieruchomienie na wózku. Każdy wyjazd z domu traktowała w kategoriach szczęścia, a wyprawy do opery bardzo ją wzmacniały psychicznie. Wypełniała ją wdzięczność. Nie potrafię zapomnieć naszego pierwszego spotkania w domu opieki. – Agnieszko – spytała – jak mnie tu znalazłaś? Odpowiedziałam jej: - Lena, nic w życiu nie dzieje się z przypadku. Widać tak miało być. Może ty kiedyś modliłaś się za moje dziecko po części dlatego, bym teraz ja miała przyjść do ciebie …”?

Curriculum vitae Heleny Kobusińskiej napisało nie tylko jej zauroczenie muzyką i śpiewem. Obdarzona ciekawym brzmieniem sopranu, kreowała wiele interesujących partii wokalnych w operach, operetkach i musicalach. Nie chcąc zrywać więzi z Operą, odnalazła się i na innych stanowiskach. Zapisała się nie tylko w kronikach operowych, ale także i w pamięci wielu osób, które miały z nią kontakt w różnych okresach jej życia. Pod jego koniec więzy przyjaźni połączyły ją z Agnieszką Ryczak. – „Sądzę, że artyści do końca życia są bardzo silnie związani ze sceną. Chociaż nie jestem artystką odczuwam podobnie. Bo człowiek zauroczony, zarażony sztuką zostawia duszę w teatrze”- kończy swą opowieść o Lenie pani Agnieszka.

Ilona Słojewska
Do góry



Stopka

Opera Nova jest finansowana ze środków Samorządu Województwa Kujawsko-Pomorskiego i Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Program "Modernizacja Opery Nova w Bydgoszczy"
Flagi unijne
Zamknij