|
Czwartek 23.05.2013 r. Godz. 19.00 |
Giuseppe Verdi „Nabucco” |
|
|
Piątek 24.05.2013 r. Godz.19.00 |
Giuseppe Verdi „Nabucco” |
|
|
Sobota 25.05.2013 r. Godz. 19.00 |
Giuseppe Verdi „Nabucco” |
|
|
Niedziela 26.05.2013 r. Godz. 19.00 |
Giuseppe Verdi „Nabucco” |
|
|
Środa 29.05.2013 r. Godz. 17.00 |
Sergiusz Prokofiew „Kopciuszek” |
|
|
Piątek 31.05.2013 r. Godz.17.00 |
Sergiusz Prokofiew „Kopciuszek”
|
|
Repertuar Opery Nova w czerwcu 2013 r.
|
Sobota 01.06.2013 r. Godz. 17.00 |
Sergiusz Prokofiew „Kopciuszek”
|
- baśń baletowa |
|
Środa 05.06.2013 r. Godz. 19.00 |
„Fascynacje” "gościnny występ na scenie Teatru Wielkiego im. St. Moniuszki w Poznaniu
|
- balet |
|
Piątek 07.06.2013 r. Godz.19.00 |
Johann Strauss „Baron cygański” Spektakl zamknięty |
- operetka |
|
Sobota 08.06.2013 r. Godz. 19.00 |
Johann Strauss „Baron cygański” |
- operetka |
|
Niedziela 09.06.2013 r. Godz. 19.00 |
Johann Strauss „Baron cygański”
|
- operetka |
|
Czwartek 13.06.2013 r. Godz. 19.00 |
Stanisław Moniuszko „Halka” |
- opera |
|
Piątek 14.06.2013 r. Godz.19.00 |
Stanisław Moniuszko „Halka” |
- opera |
|
Niedziela 16.06.2013 r. Godz. 19.00 |
Stanisław Moniuszko „Halka”
|
- opera |
|
Czwartek 20.06.2013 r. Godz. 19.00 |
Frederic Loewe – Alan J. Lerner „My Fair Lady” |
- musical |
|
Piątek 21.06.2013 r. Godz.19.00 |
Frederic Loewe – Alan J. Lerner „My Fair Lady” |
- musical |
|
Sobota 22.06.2013 r. Godz. 19.00 |
Frederic Loewe – Alan J. Lerner „My Fair Lady” |
- musical |
|
Niedziela 23.06.2013 r. Godz. 19.00 |
Frederic Loewe – Alan J. Lerner „My Fair Lady” zakończenie sezonu artystycznego
|
- musical |
Mi – T. Wojciechowski
Elpis – O. Marczak
Gamma – S. Skalski
Alfa – A. Pietrykowska
Beta – V. Seleznev
Delta – M. Kowalczyk
Tyrannos – W. Dierewianko
Funkcjonariusze – K. Górski, B. Osiński
Dziewczyna Delty – M. Kwaśniak
Balet Opery Nova
Mi – T. Wojciechowski
Elpis – O. Marczak
Gamma – S. Skalski
Alfa – A. Pietrykowska
Beta – V. Seleznev
Delta – M. Kowalczyk
Tyrannos – W. Dierewianko
Funkcjonariusze – K. Górski, B. Osiński
Dziewczyna Delty – C.Averna
| Realizatorzy | |
| Inscenizacja i choreografia | Robert Bondara |
| Scenografia | Diana Marszałek |
| Kostiumy | Mariusz Napierała |
| Reżyseria świateł | Maciej Igielski |
| asystent choreografa | Anna Sąsiadek |
| projekcje video | Krystian Drywa |
| autor plakatu | fot.Andrzej Makowski |
| Wykonawcy |
| Balet Opery Nova |
Pomysł utworu młody choreograf a zarazem autor scenopisu i inscenizacji, Robert Bondara, nosił w sobie już od kilku lat. Balet w dwu odsłonach nie jest do końca wierny słynnej książce Miłosza, powstał jedynie na jej motywach. Postaci głównych bohaterów nie odnoszą się wprost do utajonych pod greckimi literami polskich pisarzy z eseju "Zniewolony umysł".
Bondara mówi w rozmowie "Bydgoskiego Informatora Kulturalnego": "Komponując ruch nie chodzi mi o jakieś baletowe pas czy o sekwencję ruchów, ale najważniejsze jest, by za każdym ruchem i gestem kryła się jakaś treść i wartość emocjonalna, coś, co będzie w stanie nabudować atmosferę i ułatwić widzowi rozczytanie tych wszystkich, nie ukrywajmy, dość skomplikowanych problemów. Wierzę, że tak można i do tego będę dążył. A to wszystko o czym mówię ma związek z właściwym wyreżyserowaniem poszczególnych scen, ze stworzeniem relacji między postaciami i z odejściem od budowania sekwencji kroków, co jest charakterystyczne dla baletu klasycznego. Mnie zależy na tworzeniu ruchu głównie w oparciu o warstwę treściową. Czyli podążać od sensu do obrazu".
W spektaklu wykorzystane zostały utwory Philipa Glassa (m.in.wybrane fragmenty kompozycji: "Metamorphosis", "Symfonia Nr 3", "Glassworks", "Mad rush", "Kwartet smyczkowy Nr 2", "Kwartet smyczkowy Nr 5") i Wojciecha Kilara ("Kościelec"). Kostiumy Mariusza Napierały też nie odnoszą się do konkretnego czasu historycznego. Diana Marszałek stworzyła jeden element scenografii : jakby powalona piramidę, z której przezierają cegły , metalowe uchwyty-stopnie i klitkowate okienka. Na tę wieloznaczną bryłę nakładają się niekiedy projekcje multimedialne.
Dominujące kolory to szarości, rozmytych światłem czerni i jasnych akcentów (sukienka Elpis) nałożą się projekcje multimedialne (chmury, płonąca lawa). Dla Baletu Opery Nova jest to pierwsza pozycja baletu współczesnego w repertuarze.
Czas trwania: 1h50', jedna przerwa.
W środę, 27 marca 2013 r. zapraszamy Widzów posiadających bilety na grany tego dnia spektakl "Zniewolony umysł",na zwiedzanie Opery Nova w ramach akcji "Dotknij teatru" . Jest to ogólnopolski projekt przygotowany z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru, którego celem jest stworzenie możliwości twórczego spotkania artystów teatru i widzów. Uwaga: liczba miejsc w grupie zwiedzających jest organiczona z uwagi na przepisy bhp ;należy potwierdzic chęć uczestnictwa w Biurze Obsługi Widzów. Rozpoczęcie zwiedzania o godz.17.50. w holu głównym Opery.
Międzynarodowy Dzień Teatru ustanowiony został przez IX Światowy Kongres ITI w Wiedniu w 1961 roku. Obchodzony jest na całym świecie od 1962 roku. Wybrano dzień 27 marca dla upamiętnienia pierwszego sezonu Teatru Narodów w Paryżu w 1957 roku. Z okazji tego święta publikowane są orędzia pióra najwybitniejszych twórców teatralnych. Poniżej fragment tegorocznego listu Andrzeja Seweryna:"Wprowadźmy dawnych mistrzów na stałe do wspaniałego, różnorodnego, bogatego świata naszej kultury teatralnej, bo tu jest ich miejsce. Dzięki nim stajemy się bogatsi, mądrzejsi, bardziej świadomi teraźniejszości.Żyjąc w demokratycznym kraju możemy już grywać wszystko, co chcemy - grajmy zatem i Fredrę! A po nim przyjdzie czas na kolejnych - Kochanowskiego, Słowackiego, Mickiewicza .W Międzynarodowym Dniu Teatru życzę wszystkim Państwu samych ważnych doświadczeń teatralnych. I oby były one tak bogate i różnorodne jak tylko jest to możliwe. Wszystkiego dobrego".
Nie jest to jednak adaptacja, jedynie inspiracja tekstem. Zresztą Robert Bondara ma niespełna 30 lat, jego pokolenie czyta "Zniewolony umysł" inaczej niż to było kilka dekad wcześniej. (...) Choreograf opowiedział swą wersję "Zniewolonego umysłu", posługując się językiem nowoczesnego tańca, prostymi symbolami i muzyką Philipa Glassa i Wojciecha Kilara. Zrealizował spektakl o czytelnej narracji, wyrazistej dramaturgii, pomysłowej scenografii, mając za partnera świetnego reżysera świateł (Maciej Igielski).
Jacek Marczyński "Tańczący z Miłoszem", Rzeczpospolita 21.03.2011 r.
Z Robertem Bondarą rozmawia Wiesław Kowalski
Spektakl baletowy o totalitaryzmie
Z tancerzem i choreografem Robertem Bondarą rozmawia Wiesław Kowalski
- W tym roku z racji setnej rocznicy urodzin Czesława Miłosza, Sejm RP ustanowił 2011 rok Rokiem autora „Traktatu moralnego” i „Doliny Issy”. Czy to dlatego postanowił Pan sięgnąć po „Zniewolony umysł”, by przygotować z zespołem bydgoskiego baletu premierę swojej choreografii do tego właśnie tekstu?
- Tak, sięgnięcie po utwór Czesława Miłosza to nie był przypadek. Składając propozycję dyrekcji Opery Nova brałem ten fakt pod uwagę. Stwierdziłem, że to dobry czas i okazja, by tego typu spektakl baletowy przygotować.
- Co Pana urzekło w tej literaturze? „Zniewolony umysł” powstał w 1951 roku i miał zwrócić przede wszystkim Zachodniej Europie uwagę na zagrożenia ofensywy ideologicznej na Wschodzie, miał wyjaśnić stanowiska, jakie zajmowali wschodnioeuropejscy intelektualiści wobec stalinowskiego reżimu.
- Problem samego totalitaryzmu wydał mi się bardzo interesujący jako temat, który chciałbym za pomocą ruchu na scenie opowiedzieć. Wiem, że jest to możliwe. I mam nadzieję, że będzie to czytelne. Sam utwór Miłosza zainspirował mnie tylko do tego, by z tym problemem w teatrze się zmierzyć; był punktem wyjścia do dalszych poszukiwań. Nie chciałbym bowiem w samym spektaklu odwoływać się do konkretnego czasu, przestrzeni czy sytuacji historyczno-politycznej. Zależy mi na stworzeniu takiej historii czy opowieści, która będzie się działa w międzyczasie, w przestrzeni zawieszonej, niedookreślonej, jakby z innego wymiaru. Zatem jeśli chodzi o „Zniewolony umysł” koncentrowałem się przede wszystkim na jego treściach teoretycznych, gdzie dochodzi do rozważań autora nad ustrojem totalitarnym. Nie tylko zależało mi na odniesieniach do samego komunizmu, ale do wszystkich ustrojów totalitarnych, również do nacjonalizmu. Stąd pomysły do spektaklu próbowałem odnajdywać również poza tekstem polskiego noblisty. Inspiracji szukałem i w innej literaturze, choćby w twórczości Orwella, a także w takich filmach jak np. „Equilibrium” Kurta Wimmera. Analizowałem również konkretne wydarzenia, które miały miejsce w historii współczesnej, jak choćby Reżim Czerwonych Khmerów, którego brutalność pokazano w wielu książkach i filmach. Ale wszystko zaczęło się od Miłosza, tyle że potem drążyłem temat już znacznie dalej niż sama literatura.
- Historycy i badacze literatury różnie nazywają „Zniewolony umysł”. Dla jednych to esej, przypowieść, parabola, dla innych powieść biograficzna, dla jeszcze innych zakamuflowany traktat moralny i historiozoficzny. Nie korciło Pana, by pójść w stronę właśnie powieści biograficznej?
- Myślę, że nie. Nawet się zastanawiałem czy zachować pseudonimy bohaterów. W końcu stwierdziłem, że pozostawienie w spektaklu imion Alfa, Beta, Delta i Gamma nie służy przecież temu, by pokazać sytuacje określonych ludzi, którzy za tymi pseudonimami się kryją. Bardziej zależy mi na nawiązaniu do samego klimatu książki, po to by przedstawić historię bohaterów uniwersalnych; czyli osobowości zuniwersalizowane jako przykłady różnych postaw zajmowanych w sytuacjach zdeterminowanych zagrożeniem i strachem. Próbuję badać jak w takich kryzysowych okolicznościach człowiek może się zachować; dlaczego decyduje się na przykład na współpracę z reżimem, dlaczego poddaje się manipulacji; czy ze słabości, czy też dla osiągnięcia korzyści materialnych etc. Interesuje mnie też silna strona osobowości w tak trudnych światopoglądowo czasach.
- Ale „Zniewolony umysł” to przecież nie tylko totalitaryzm, komunizm, polityka, ideologia… To także ludzka dusza, samotność, namiętności, ambicje; to nie tylko zakłamanie, cyniczna manipulacja ale i poszukiwanie prawdy… Na ile sam człowiek jako jednostka też będzie w Pana w przedstawieniu ważny?
- W moim spektaklu kluczową postacią będzie bohater nazywany M. Będzie to Mężczyzna i nie chciałbym, by był kojarzony z samym autorem „Zniewolonego umysłu”, choć pewnie przed tym do końca nie uciekniemy. Ma to być osoba niosąca sobą i w sobie pewną tajemnicę. Poza tym na tyle silna, że opiera się wszelkim naciskom i presji. Zresztą nie chciałbym, aby nad moimi bohaterami wisiało jakieś fatum. Chcę ich postawić w sytuacjach, kiedy muszą sami dokonać wyboru, sami podjąć decyzje; wiadomo, że skrajne i różne, bo uzależnione od ich charakteru, osobowości i światopoglądu.
- Jak to o czym Pan mówi, chce Pan przekuć na ruch sceniczny, na ciało tancerzy, na choreografię, na układy taneczne…
- No właśnie, nie podchodzę do choreografii jak do układów tanecznych. Pierwsza rzecz, od której zaczynam to myśl. Komponując ruch nie chodzi mi o jakieś baletowe pas czy o sekwencję ruchów, ale najważniejsze jest, by za każdym ruchem i gestem kryła się jakaś treść i wartość emocjonalna, coś, co będzie w stanie nabudować atmosferę i ułatwić widzowi rozczytanie tych wszystkich, nie ukrywajmy, dość skomplikowanych problemów. Wierzę, że tak można i do tego będę dążył. A to wszystko o czym mówię ma związek z właściwym wyreżyserowaniem poszczególnych scen, ze stworzeniem relacji między postaciami i z odejściem od budowania sekwencji kroków, co jest charakterystyczne dla baletu klasycznego. Mnie zależy na tworzeniu ruchu głównie w oparciu o warstwę treściową. Czyli podążać od sensu do obrazu.
- A zatem jaką techniką tańca się Pan posłuży?
- Chcę wyraźnie nawiązać do techniki tańca współczesnego. Oczywiście nie staram się odcinać zupełnie od tańca klasycznego, bo gdzieś tam ten rodzaj estetyki też będzie obecny. Nie mniej ruch tańca współczesnego daje większe możliwości interpretacyjne w przekazywaniu treści, umożliwia większą swobodę w doborze środków wyrazu, bogatszą paletę środków, za pomocą których można taką historię opowiedzieć. Myślę również poważnie o teatralizacji w tym sensie, by zbliżyć balet do teatru dramatycznego. Chciałbym, żeby nie tylko choreografia była wyznacznikiem tego spektaklu, ale również i sama reżyseria. Zależy mi na stworzeniu dramaturgicznej ciągłości podporządkowanej określonym sensom, które będą zapewne interpretowane różnorodnie, ale idące w kierunku, na który będę starał się widza naprowadzić. Chciałbym, żeby bez konieczności czytania libretta, widz wiedział doskonale, co się na scenie wydarza.
- Czyli to nie będzie rodzaj impresji na temat pewnych wartości i pojęć?
- Nie, to nie będą impresje. Najważniejsza będzie historia, określony ciąg przyczynowo-skutkowy i emocje postaci, wynikające z sytuacji w jakich się bohaterowie znaleźli . Chciałbym, żebyśmy od początku do końca wtopili się w przebieg tej teatralnej opowieści.
- Czyli najpierw była literatura. A kiedy pojawiła się muzyka?
- Pomysł opowiedzenia czegoś o totalitaryzmie drzemał już we mnie od dawna, bo cały czas poszukiwałem różnych materiałów na ten temat. I kiedy te pomysły zaczęły się już wiązać w pewną całość, kiedy miałem już w głowie poukładane wszystkie sensy i przebieg dramaturgiczny przedstawienia, przyszedł czas na dobór muzyki.
- Skąd pomysł na utwory Philipa Glassa i Wojciecha Kilara?
- Wiem, że to zestawienie dość zaskakujące. Na początku myślałem tylko o Glassie; zresztą już od dawna zamierzałem stworzyć choreografię do jego kompozycji, bo jego muzyka, choć bardzo minimalistyczna, niesamowicie mnie w sensie ruchowym inspirowała. Kiedy powstał pomysł na spektakl baletowy wg „Zniewolonego umysłu”, dostrzegłem w tej muzyce duży ładunek niepokoju, którego szukałem w celu stworzenia określonej atmosfery przedstawienia.
Natomiast okazało się , że „Kościelec 1909” Kilara doskonale wpasował się w całą linię dramaturgiczną mojego zamysłu inscenizacyjnego i w jego sceniczny przebieg. Co do muzyki Glassa nie wykorzystuję w przedstawieniu pełnych form muzycznych np. symfonii, a jedynie wybrane części. Od strony muzycznej może to być odebrane jako pewien zgrzyt, ale nie traktuję tutaj muzyki w kategoriach wykonania koncertowego, bo współistnieje ona na scenie poprzez ruch i z nim jest zespolona. Kolejność ułożenia poszczególnych części muzycznych zależy od dramaturgii opowiadanej historii, która ma być spójna oraz w poetyce i stylistyce jednorodna. W swojej pracy staram się traktować choreografię i muzykę równorzędnie, dlatego te dwa elementy będą się nawzajem uzupełniały. Ruch czasem będzie kontrapunktem w stosunku do muzyki. Pozorna monotonia muzyki, wynikająca z powtarzalności motywów u Glassa, będzie przełamywana na przykład ekspresją i dynamiką ruchu.
- Jak Pan dobierał realizatorów do współpracy, jakich osobowości Pan poszukiwał?
- Porozumienie wszystkich realizatorów przy pracy nad spektaklem jest bardzo istotne. Na razie jestem z tej współpracy bardzo zadowolony. Scenografię do przedstawienia przygotowuje Diana Marszałek. Zanim się spotkaliśmy, oglądałem jej dokonania w innych teatrach, przede wszystkich dramatycznych. A ponieważ dla Diany jest to pierwszy spektakl baletowy, do pracy przystąpiła z ogromnym zaciekawieniem. I z tego bardzo się cieszę, bo zależało mi na tym, by scenograf nie tylko obracał się w świecie operowo-baletowym, ale żeby też dysponował doświadczeniem z teatru dramatycznego. Udało nam się od razu znaleźć porozumienie, bo nadajemy – co jest istotne – na tych samych falach.
Reżyserią światła zajmie się Maciej Igielski, z którym znam się z Warszawy i widziałem już jak pracuje. Dlatego wiem, czego mogę od niego oczekiwać i czego się spodziewać. Wiem, co może mi zaoferować.
Krystian Drywa jest odpowiedzialny za projekcje. Ich zadaniem jest stworzenie atmosfery i nastroju spektaklu, a także pogłębianie jego sensów i znaczeń. Jest jedna kluczowa projekcja, która ma zasadnicze znaczenie dla wymowy przedstawienia, ale chciałbym pozostawić to w tajemnicy.
- Czy w projekcjach chce się Pan odwoływać również do dokumentów archiwalnych?
- Nie, ze względu na to, że sama historia będzie osadzona w jakimś bliżej niedookreślonym międzyczasie, nie będziemy odwoływać się do żadnych konkretnych realiów czy do konkretnej przestrzeni polityczno-historycznej. Chodzi tylko o budowanie nastroju. Zależy mi bardzo na pozostawieniu swego rodzaju niedopowiedzenia. Wszystko ma się toczyć w jakimś świecie równoległym. Ma to być dla widza coś znajomego, ale wielowymiarowego, nie dosłownego i nie jednoznacznego.
Tekst przygotowany dla marcowego numeru Bydgoskiego Informatora Kulturalnego:
Po zakończeniu spektaklu „Zniewolony umysł” długo słychać było gromkie brawa, a w oczach widzów nadal dostrzegalne było oniemienie przeplatane z podziwem dla artystów i niemocą opisania w jakichkolwiek słowach tego, co działo się przed ich oczyma przez niespełna 2 godziny.Tę niemoc przekazania siły obrazu, tego poweru, który mógł wywoływać dreszcze, odczuwa również podczas pisania tej relacji wasza recenzentka. Po prostu to trzeba zobaczyć i poczuć. Idźcie więc do Opery Nova, choćby dla zobaczenia czym jest magia ruchów i świateł nowoczesnego baletu, a także by przekonać się, że jest to rozrywka nie tylko dla poważnych i oczytanych jajogłowych, ale także dla wielu młodych ludzi spragnionych przecież różnorakich wrażeń
Wszystko czytelne i boleśnie rozpoznawalne, bo język Bondary okazał się komunikatywny, a uczniowie pojętni. Fachowcy pewnie dopatrzą się w tańcu zespołu Opery Nova niedoskonałości, ważniejsze jednak, że potrafił on nie tylko sugestywnie opowiedzieć nam o ciemnej stronie mocy, ale i pokazać jak zunifikowany, bezwolny tłum budzi się z letargu, prostuje kark i podnosi głowę. Udźwignęli też ciężar wiodącej pary na scenie: Tomasz Wojciechowski (Mi) i Olga Marczak (Elpis). W sukcesie spektaklu ma swój udział kilka naprawdę udanych zabiegów inscenizacyjno-choreograficznych, żeby wspomnieć taniec spętanych w sieci, dłonie-macki w murze czy wykorzystanie obrotowej sceny. Wyjątkowy ascetyzm scenografii i kostiumów trafnie tym razem oddał maksymę "mniej znaczy więcej", gdyż żaden zbędny szczegół nie rozpraszał obcowania z emocjami, od których gęstniało powietrze. Dobrze sprzęgło się to z minimalizmem muzyki Philipa Glassa, z jej jednostajną powtarzalnością, która może wprowadzić w trans i oddziaływać na podświadomość.
O ileż bardziej pobudzona emocjonalnie i intelektualnie wychodziłam z kolejnego wieczoru w ramach Dni Sztuki Tańca w TW-ON. Był to Zniewolony umysł w choreografii Roberta Bondary i wykonaniu zespołu baletowego Opera Nova z Bydgoszczy. Jako produkt polskiego systemu edukacji nie najlepiej wspominam lekturę dzieła Miłosza, na motywach którego powstał ten balet, natomiast teraz będę miała z tym tytułem wyłącznie miłe skojarzenia. Opowieść snuta przez Bondarę, mimo że tak symboliczna, była prawdziwie przejmująca tak obrazem zmagań jednostek z siłą totalitarną, jak i roli grupy, czy społeczeństwa, którego są elementami. Było w tym coś – na plus – „ejfmanowskiego” – w sposobie budowania narracji ze skontrastowanych ze sobą scen zbiorowych i kameralnych, na wrzuceniu jednostki w tłum i jej mu przeciwstawieniu. Niezwykle pomagała opowieści świetna, wielofunkcyjna i prosta scenografia, wykorzystanie sceny obrotowej – wyłącznie w miejscach niezbędnych, bez nadużycia, efekciarstwa czy fajerwerków. Do tego proste, utrzymane w różnych odcieniach szarości (proch, podporządkowanie, masa, smutek..) i bardzo plastyczne światła oraz projekcje. Co do samego języka choreograficznego Bondary, to oglądając jego kolejne prace można ocenić, jak zmienia się, rozwija, przekształca. Przed Zniewolonym umysłem (chronologicznie wcześniejszym) w Warszawie mogłam obejrzeć Personę (bliską Umysłowi, ale już bardziej odrealnioną i filozoficzną) i pracę warsztatową z ostatnich Kreacji – maksymalnie abstrakcyjną, eksperymentalną. Wiele elementów je łączy, ale i sporo różni. W Zniewolonym umyśle sporo jest tańca synchronicznego albo w specyficznym kanonie poprowadzonych ruchów grupy, co na swoje potrzeby nazywam „efektem golfisty” (w nawiązaniu do słynnego kiedyś zdjęcia poklatkowego golfisty biorącego zamach kijem). Ten element powraca kilkakrotnie, podobnie było w Personie. W Umyśle jest też kilka pięknych i dość klasycznych w swojej estetyce (nie w ruchu) duetów, znów trochę „ejfmanowskich”, choć o mniejszym natężeniu akrobatyczności (i dobrze, jak pisałam nie o fajerwerki przecież tu chodzi, a o wyrażenie treści). Niemniej choreografia Zniewolonego umysłu jest bardzo wymagająca i muszę podkreślić, że zespół z Bydgoszczy wykonuje ją rewelacyjnie. Soliści nie tylko prezentują świetny warsztat, ale też wyraziste osobowości, co jest tu niezbędne do stworzenia mocnych (a przecież symbolicznych) postaci-cieni. Zespół doskonale tańczył w scenach zbiorowych i świetnie grał zindywidualizowane losy ludzkie. Jednym słowem poruszający wieczór, w którym panowała harmonia i jedność środków wyrazu, mimo że muzyka zaczerpnięta z utworów Glassa i Kilara była składanką. A jednak prostymi w gruncie rzeczy, acz wysmakowanymi i subtelnymi środkami teatralno-tanecznymi stworzono na scenie na naszych oczach symboliczny świat, na tyle wciągający, że potrafiliśmy się na prawdę wczuć w losy jego mieszkańców-cieni. I odnaleźć w nich przesłanie dla nas…
Nic mnie tak nie wzrusza jak współczesny balet do pięknej muzyki, z mądrą i prawdziwą historią w tle, dlatego wczoraj z Teatru Wielkiego wyszedłem nie tylko wzruszony, ale i szczerze poruszony. Tym bardziej, że coś tak wartościowego i godnego uwagi pojawia się bez specjalnej oprawy medialnej i marketingowej pompy. Okazuje się, że prawdziwa sztuka potrafi obronić się sama.
To piękne widowisko baletowe oparte na "Zniewolonym umyśle" Czesława Miłosza, wyreżyserowane przez Roberta Bondarę, zaskakuje prostotą wyrazu, delikatną metaforą gestów w scenach, które nie pozostawiają wątpliwości, co do swojego znaczenia i interpretacyjnego przekazu. W mądrej i trafnej diagnozie dotyczącej wpływu władzy i systemów totalitarnych na jednostkę oraz jej losy w zniewolonym tłumie, bo o tym przecież pisał Miłosz, nie trzeba przesadnie szperać, nie trzeba też niczego zmieniać. Bondara, bez popadania w dość powszechną manierę twórców współczesnej sztuki, prowadzi tancerzy w cennym i zbawiennym dla efektu finalnego układzie 1:1, zachowując przy tym finezję i subtelność pierwiastków wysublimowania. Spektakl został fantastycznie zatańczony nie tylko przez solistów, ale przez cały zespół, który Bondara musiał obdarzyć sporą dozą zaufania.
Ogromną rolę w tym przedstawieniu odgrywa także scenografia - prosta, a jednocześnie wielofunkcyjna, wrażenie robi gra światłem i przede wszystkim wszechogarniająca szarość. Właśnie ta szarość scenografii, tak konsekwentnie wypełniająca przestrzeń sceniczną, zapiera dech w piersiach. "Zniewolony umysł" Opery Nova w Bydgoszczy jest dziełem kompletnym, które daje dodatkowo podstawy do dalszych rozważań na temat roli "słowa" w sztuce. Czy słowo, jako forma przekazu, nie upraszcza i nie wyręcza czasem widza w sposobie odbioru?
Od dawna już mam przekonanie, że scena baletowa Teatru Wielkiego bije swoimi osiągnięciami scenę operową. Tym razem również dzięki występom gościnnym. Miłe to wrażenie wyjść z teatru nie tylko z poczuciem artystycznego spełnienia, ale i dumy z tego, co polskie i wartościowe.
Nasz zespół pojechał do Warszawy na IV Dni Sztuki Tańca zorganizowane przez Polski Balet Narodowy.
Wrażeniami z występu podzielił się z "Pomorską" Maciej Figas, dyrektor Opery Nova. - Są jak najbardziej pozytywne - mówi, choć przyznaje, że niezręcznie opowiadać mu o swoim zespole. - Na szczęście wystąp spodobał się także publiczności - dodaje dyrektor.
Warszawiacy nagrodzili nasz balet owacjami na stojąco, a Maciej Figas przyznaje, że w przerwie spektaklu usłyszał wiele komplementów od osób z tzw. branży. - Nasz "Zniewolony umysł" był podobno jednym z lepszych na Dniach Sztuki Tańca - dodaje. Dyrektor opery ma satysfakcję, że bydgoski balet zaprezentował się w Warszawie z jak najlepszej strony. - Chociaż z Robertem Bondarą, choreografem, widzieliśmy przedstawienie wielokrotnie, zgodnie oceniliśmy występ w stolicy jako najlepszy - podsumowuje Figas.
© Opera Nova w Bydgoszczy, 2011-2013